Fantasmagoryczne wizje Brunona Schulza

0 9 872

Literatura i malarstwo Bruno Schulza leżą zadziwiająco blisko siebie. Oba rejony przenikają się wzajemnie i uzupełniają. Rzeczywistość jego twórczości trwa na granicy właściwego czasu, wśród szeregu normalnych dat, gdzieś na bocznym skrzyżowaniu. Jest to rzeczywistość prowincjonalnego, trochę zapyziałego miasteczka. W tej to rzeczywistości funkcjonował na co dzień Bruno Schultz, syn kupca, nauczyciel rysunku w pobliskim gimnazjum, dziwak i oryginał, a jednocześnie jeden z najwybitniejszych twórców dwudziestowiecznych. Urodził się i prawie całe swoje życie spędził w niewielkim miasteczku leżącym we wschodniej Galicji. Obciążony obowiązkami wobec matki, chorej siostry, całej czeredy kuzynek, został skazany na nudne życie, które ożywiała jedynie niezwykła wyobraźnia. Jego niewątpliwie najwybitniejszym dziełem są „Sklepy cynamonowe”, w których poznajemy baśniowy i mitologiczny świat dzieciństwa w małym miasteczku. Takich miasteczek jak opisywany Drohobycz już dawno nie ma, a przecież kiedy otwieramy kartki opowiadań Schulza przenosimy się w świat, który znowu domaga się naszej obecności. Poznajemy krzywe domki, zakurzone strych, na których rodziły się wichury, oddychamy lipcowym powietrzem sennego miasteczka. W tym miasteczku wciąż słychać szepty, głosy i krzyki szewców, kamieniarzy, kupców i subiektów zachwalających towar. Nocami odbywają się w szkole rysunku profesora Arenda, a w sklepie bławatnym kupca Jakuba Schulza trwa wyprzedaż wielkiego sezonu. To miasteczko funkcjonuje też w śnie i wyobraźni Bruno Schulza, który jest alter ego głównego bohatera. Opowiadania Schulza są pewną dość luźno skomponowaną autobiografią, w której opowiada on o swoich kompleksach, potrzebach, obawach. Powtarzają się bardzo symboliczne postacie. Jedną z najważniejszych jest Jakub, ojciec i patriarcha, który pozornie dominuje nad życiem innych i jest najważniejszy. Tak naprawdę to jednak od czasu do czasu ucieka w iluzoryczny świat fantazji i dość łatwo ulega prozie życia, którą symbolizuje pospolita służąca Adela. Wewnętrzny świat autora można też prześledzić w jego obrazach i litografiach. Schultz nie tylko uczył rysunku, ale i sam tworzył. Zresztą te jego malarskie umiejętności przedłużyły mu życie w czasie wojny. Jeden z hitlerowców zaangażował Schulza do malowania pokoju dziecinnego jego synów. Zlecał mu zresztą więcej takich zadań, jak choćby malowanie portretów własnej rodziny. Ta wątpliwa „opieka” była zresztą przyczyną śmierci Schulza. Wracając jednak do przedwojennych litografii autora „Sanatorium pod klepsydrą” możemy zauważyć, że mnóstwo w nich aluzji do miłosnych perypetii Schulza. Często bohaterkami są na nich duże i dominujące kobiety, prymitywne w swej seksualności, ale właśnie przez to atrakcyjne dla mężczyzny. Sam Schulz zawsze też pojawia się na tych rysunkach. Zawsze na klęczkach, zdominowany i udręczony. Tak było na przykład w cyklu grafik Xięga Bałwochwalcza. Twórczość Bruno Schulza wciąż jest przeznaczona dla wybranych, a szkoda bo warto poznać te niezwykłe rejony wyobraźni pisarza i malarza, dla wielu z nas niezgłębione.

Zostaw odpowiedź